RZUTZA3.PL EUROPEJSKIE ROZGRYWKINAJ-EUROBASKETU-2025
Naj... Eurobasketu 2025
16/09/2025 19:05
Tegoroczne mistrzostwa Europy już za nami. Za mniej niż miesiąc wracają krajowe ligi i europejskie rozgrywki, a emocje Eurobasketu stają się powoli przeszłością. W takich momentach można już myśleć nad odpowiedzią na pytanie, co za kilka lat z tego turnieju będzie pamiętał przeciętny fan koszykówki?
Największe rozczarowanie
W, każdym pre-turniejowym power rankingu na pierwszym miejscu. Typowani do mistrzostwa przez grono ekspertów, ale też przez zwykłych kibiców oglądających ten sport. Posiadający w swoim składzie głownie zawodników z NBA oraz Euroligi i prowadzeni przez gracza, który dla wielu jest najlepszym koszykarzem na świecie. Reprezentacja Serbii wydawała się mocna jak nigdy dotąd w XXI wieku, a swój udział skończyła ponownie już na 1/8 finału. W 2022 roku, kiedy po wyjściu z grupy ulegli Włochom 86:94 można było mówić o niespodziance czy bolesnym potknięciu z rywalem, który akurat tego dnia był od nich lepszy. Teraz, trzy lata po tym wydarzeniu, Serbowie mieli odegrać się za poprzedni Eurobasket wygrywając całą imprezę. Drużyna z Bałkan jechała na turniej jako faworyt, łączący talent młodych graczy i doświadczenie weteranów, głodny sukcesu po ciągłym ocieraniu się o niego( wicemistrzostwo świata w 2023r. i brąz IO w 2024r.). Nikola Jokić nie miał być jedynym autem a bardziej uzupełnieniem i ostatecznym argumentem za siłą Serbów.
Problemy rozpoczęły się od kontuzji Bogdana Bogdanovicia, który wystąpił tylko w dwóch pierwszych spotkaniach. Porażka z Turcją na zakończenie fazy grupowej i spadek w power rankingu przed fazą pucharową pokazał, że Serbowie mają swoje problemy i daleko im do faworyta z przed turnieju. Finlandia w 1/8 była drużyną lepszą niż Serbia. Niezależnie od tego, jak bardzo duet z NBA Jokić-Jović dwoił się i troił, mecze w koszykówce wygrywa drużyna, a do bycia nią Serbom brakowało wiele. Można oczywiście gdybać, jak skończyliby turniej gdyby Bogdanović grał, czy Jokić nie byłby wtedy osamotniony. Ostatecznie jednak Serbów z tego Eurobasketu zapamiętamy jako rozczarowanie.

Największa niespodzianka
Finlandia rozpoczynała Eurobasket z pozycji silnego średniaka, bardziej postrzegana jak Markkanen i koledzy niż faktyczny zespół. W power rankingach przed turniejem zajmująca najniższe partie najlepszej 10, przed fazą pucharową z samego top 10 wypadła. Miała to być drużyna, której uda się wyjść z grupy a przy korzystnym układzie tabeli nawet przejść 1/8 i dotrzeć do ćwierćfinału. Tymczasem Finowie napisali piękną historię o pokonywaniu faworytów i byciu o rzut od medalu. Faza grupowa przebiegała przewidywalnie. Zwycięstwa ze słabszą Szwecją, Wielką Brytanią i Czarnogórą, w których Lauri Markkanen przestawał być człowiekiem a zostawał herosem koszykówki. Porażki z silniejszą Litwą i Niemcami - typowy średniak co wygra ze słabszym i przegra z mocniejszym.
Faza pucharowa to jednak zupełnie inna Finlandia. Pokonanie Serbów, jednego z faworytów do złota i to nie szczęściem czy paniczną pogonią, a po prostu byciem lepszą drużyną cały mecz. Zwycięstwo z Gruzją w pojedynku zaskoczeń( Gruzini pokonali Francuzów w 1/8), na tyle pewnie, że wiele osób mogło się zastanawiać "co ta Gruzja tam robi". Przegrać z mistrzem to żaden wstyd, a patrząc na poziom rywalizacji nie można powiedzieć, że Niemcy w półfinale tą Finlandię zniszczyli. Grecy w meczu o brązowy medal prowadzili całe spotkanie. Giannis Antetokounmpo był jednym z najlepszych koszykarzy na planecie prowadząc drużynę po medal. W czwartej kwarcie Finowie zaczęli jednak gonić, i prawie im się to udało. Gdyby Valtonen trafił rzut wolny byłby remis po 90, gdyby Januten dobił Finowie prowadziliby jednym punktem. Ostatecznie Finlandia kończy turniej na czwartym, i tak znakomitym miejscu.
Takie finały chcemy oglądać
Niemcy 88:83 Turcy, wynik finału wszyscy znamy i pamiętamy, a nawet jeśli z biegiem czasu konkretna liczba się zatrze, to pamięć o emocjach pozostanie. Finał Eurobasketu 2025 miał wszystko, co może zaoferowac mecz koszykówki. Wyrównany poziom i walka o wynik do samego końca. Długie serie punktowe konkretnej drużyny i momenty bardziej intensywne punktowo jak i te gdzie więcej było "ceglenia". Interesujące persony w postaci Alperena Senguna - gwiazdora zdobywającego punkty, Isaca Bongi - niespodziewanego bohatera bez którego Niemcy przegraliby ten mecz, Dennisa Schrodera - lidera prowadzącego swój zespół do tytułu. Ostateczne zwycięstwo drużyny, która jednak większość meczu goniła a nie nadawała tempo. Dla ukoronowania finału nie można zapomnieć o kibicach obu drużyn, wspierających swoich rodaków w walce gwarantując świetny doping.

Zapamiętamy nas samych
Zawężając początkowe pytanie do naszego kraju. Co z tego turnieju zapamięta polski kibic koszykówki ? Przede wszystkim to jak zaprezentowali się biało-czerwoni, a jest co zapamiętywać. Przed mistrzostwami plusami naszej kadry było bycie gospodarzem i to, że wychodzą aż cztery drużyny, więc nie byliśmy spisani na porażkę. Sam turniej to jednak najlepsza gra Polaków od czasu poprzedniego Eurobasketu i poziom mobilizacji, z którego możemy być dumni. Igor Milicić udowodnił, że zasługuje na przydomek "turniejowy", Mateusz Ponitka dla wielu z grona najlepszych polskich koszykarzy w historii został tym NAJ a sama reprezentacja powinna oficjalnie nazywać się "Reprezentacja Polski w koszykówce mężczyzn imienia robienia wyniku ponad stan". Pokonanie na otwarcie pewnie Słowenii w ofensywnym stylu, który mógł się podobać. Walka do końca z Izraelem i wyszarpanie końcówki. Męczarnia z Islandią, ostatecznie zakończona zwycięstwem i awansem z grupy. Porażka z Francją, która jednak była dobrym meczem w naszym wykonaniu, gdyby tylko Yabusele zagrał jeden dobry mecz na turnieju na kogoś innego. Porażka z Belgią, niemająca znaczenia w dłuższym rozrachunku. 1/8 z Bośniakami, gdzie obudziliśmy się po pierwszej kwarcie i byliśmy zespołem lepszym. Koniec przygody z Turkami w ćwierćfinale był spodziewany, dlatego wiedząc o emocjach w końcówce i różnicy klas, nie mogę patrzeć na ten wynik ze smutkiem.
Zapamiętamy wszystkie te mecze. Zapamiętamy graczy tej kadry: Ponitkę, Loyda, Sokołowskiego, Plutę, Olejniczaka, Balcerowskiego, Dziewę, Łączyńskiego, Michalaka, Żołnierewicza, Gielo i Zapałę, nawet biorąc pod uwagę naszą grę 7 z 12 zawodników. I oprócz dumy z naszej drużyny, możemy jeszcze czuć nią z nas samych. Powinniśmy być dumni z siebie jako kibice, za doping i za atmosferę w Spodku, z organizacji mistrzostw w naszym kraju i z finalnego efektu. Może i promocja leżała, może i o tym turnieju dowiedziało się za mało osób, ale mówię do każdego człowieka, który dołożył choćby najmniejszą cegiełkę do tej przygody.
Dziękuję ci, zrobiliśmy to razem.